Granice wyspy
niedzielny poranek ciężki od ołowiu i mokry od śliny
twoich pocałunków nie zmyłam z twarzy od wieczora
i przypominają że tydzień ma więcej dni które się nie dzielą.
mój oddech ma wczorajszy smak
czarnej porzeczki, podkreślonej czerwoną szminką.
widok już nie przemawia pełnią
i nie spełnia się białymi karłami,
jakby księżyc spadł gdzieś za horyzont
a słońce powiesiło z rozpaczy, że nie wschodzi z drugiej strony miasta.
ustawiam się więc frontem do szyby i próbuje nie zakrztusić się kolejnym machem
wdycham powoli bez zachłystywania
bez wychylania poza mury
poza granice parapetu

bo dalej jest za zielono tam bezpieczne czują się tylko żaby
i motyle poza siatką cywilizacji.

zostaję więc na swojej kuchennej wyspie i nie zrywam kartki z kolejnym dniem,
żeby nie obudzić się z poniedziałkiem w dłoni.
  • Autor notki: Joanna Kessler
  • 07 kwietnia 2016, 21:19:07
  • Podoba mi się!
  • Komentarze: 0

Podoba się (0)

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się